• Targowisko próżności 2.0

    Oglądam telewizję. Wiem, to niemodne i nie wypada o tym mówić głośno. Z niemodnych czynności muszę też bez bicia przyznać się do czytania papierowych książek oraz do tego, że nie biegam, nie pływam, nawet nie spaceruję. Jakoś nie mam na to czasu, bo w sumie i tak wszędzie się spieszę. Czasem spieszę się, siedząc na kanapie. Ktoś dzwoni, nie oddałem jakiegoś tekstu, nie zrobiłem obiecanego audytu, a bywa i tak, że to mnie zapomniało się do kogoś napisać/zadzwonić, a przecież wiecznie jestem w pędzie, zaganiany. Nawet pisząc te słowa, dzień świra, zresztą, sami wiecie… CZYTAJ WIĘCEJ
  • Guliwer w krainie e-commerce

    „Wiesz, ludzie w dużych firmach garbią się, przez co nie umieją patrzeć dalej niż jeden krok przed siebie” - tak mi się jakoś palnęło w rozmowie z dawno niewidzianym kolegą podczas ostatnich Targów eHandlu. Zabrzmiało jak cytat z wpisów Krzysztofa Kanciarza, stąd też dość szybko zacząłem się w duchu śmiać sam z siebie. Rozmowa potoczyła się na temat krajowego e-commerce, a także tego, jak same firmy postrzegają się wewnątrz tej branży. Wniosków, także tych niezdrowo uogólniających, nie brakowało. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Technologia, technologia, technologia

    Ludzi, z którymi od czasu do czasu rozmawiam o e-commerce, podpytuję z reguły o technologię, którą wybrali dla swojego sklepu czy serwisu. Nie mam w tym interesu, ale ciekawią mnie ich doświadczenia, po prostu. Najczęściej jestem zbywany, że to „sprawa indywidualna” albo na przykład słyszę: „tak, to jest taki stary osCommerce, ale będziemy go zmieniać”. Zdarza mi się jednak, nierzadko, usłyszeć: „a co? Myślisz, że to aż takie ważne?”. Dobre pytanie… CZYTAJ WIĘCEJ
  • My, branża

    Krzysztof Daukszewicz jeden z listów Ignacego do hrabiego zaczął słowami: „My, polski pipul“, parodiując historyczne wystąpienie Lecha Wałęsy na Kongresie Amerykańskim. Było to moje pierwsze skojarzenie, kiedy z ust doradcy zarządu znanego polskiego portalu internetowego usłyszałem parę lat temu: „my, branża". CZYTAJ WIĘCEJ
  • Biedny syn marnotrawnego ojca u głuchego dziadka… czy jakoś tak

    Jakiś czas temu na facebookowym profilu mojej koleżanki przeczytałem: „75 tysięcy dolarów i dwa miejsca w klasie biznes”. Nie wszyscy się domyślają, zatem wyjaśniam: to stawka za jednego z zachodnich prelegentów, mniejsza o to, którego. Na nas, Polakach, taka kwota za wykład wciąż robi ogromne wrażenie. I chyba… słusznie. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Minisprzedawcy internetowi, czyli jak żyć?

    „Siedmiu kransoludków. Historia prawdziwa“. Zupełnie nieśmieszna komedia, a do tego mająca już swoje lata, ma jedną scenę, która utkwiła mi w pamięci. Raz, z uwagi na to, jak matka natura zaplanowała moją fryzurę; dwa, zawsze doszukuję się czegoś śmiesznego w komediach, nieco na siłę, ale tak już mam. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Narodowy ból głowy, a może coś więcej?

    W znakomitym acz nieco zapomnianym filmie „Filip z konopi” w reżyserii Józefa Gębskiego Bohdan Smoleń odgrywający jedną z ról wypowiada zdanie: „(…) czasem taki kołek wystrzeli w górę, a potem to już tylko dziura i smród”. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Ecce Peszek

    Z rzadka odbiegam od głównego tematu, którym zajmuję się na łamach tego bloga. Korzystam z okazji, jako że szum związany z ostatnim wydawnictwem Marii Peszek udzielił się już chyba wszystkim. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Mobilność? A po co?

    Obok tego eksperymentu nie można przejść obojętnie. Zwłaszcza wtedy, kiedy jest się totalnie uzależnionym od współczesnych nowinek technologicznych. Jeden z czołowych blogerów, by nie napisać trendsetterów, mobile’u – Kamil Brzeziński, człowiek, który odpowiadał za rozwój moblie m.in. w GG Network czy Grupie Allegro – zdecydował się na test. Dwa tygodnie ze „zwykłym” telefonem. Brzmi ciekawie, prawda? Kiedy tylko na jego stronie przeczytałem o tym niecodziennym wyzwaniu, nie mogłem powstrzymać się przed zadaniem Kamilowi kilku pytań. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Ekspert? Sprawdzam

    Rozmawiam ostatnio z jedną klientką. Po krótkiej wymianie uprzejmości pada pytanie: czy będzie mnie stać na Pańską usługę? Chwila ciszy z mojej strony, po której wydobywam z siebie: słucham? Zdziwieniu mojemu nie ma końca, ponieważ w zasadzie nawet nie ustaliliśmy zakresu współpracy ani też nie określiliśmy podstawowego problemu. W głowie świdruje mi myśl: czyżbym gdzieś, w jakiejś dotychczasowej rozmowie z kimkolwiek, przesadził, a wieść gminna rozniosła się tu i ówdzie? Chyba nie… Ale, ale, zastanawiam się potem dość długo nad tym zdarzeniem: jaką wizję w naszym kraju ma tak zwany ekspert. Piszę tak zwany, bo rzadko kiedy dane mi spotkać prawdziwego. CZYTAJ WIĘCEJ