O autorze
Współautor "Małej encyklopedii obciachu", a także "Tomów kultury" (lata 70. & 80.). Przez pięć lat pracował w Grupie Allegro, między wieloma innymi sprawami zajmując się strategią edukacyjną. Powołał do życia projekt Edukacyjnych Spotkań Allegro. Jako wyrodny ojciec porzucił i projekt, i serwis. Zdarza mu się wykładać emarketing oraz ebiznes w ramach studiów podyplomowych na kilku wyższych uczelniach w Polsce. Na co dzień prowadzi firmę szkoleniowo-doradczą, aktywnie poszukując nowych rozwiązań biznesowych dla swoich klientów.

Minisprzedawcy internetowi, czyli jak żyć?

„Siedmiu kransoludków. Historia prawdziwa“. Zupełnie nieśmieszna komedia, a do tego mająca już swoje lata, ma jedną scenę, która utkwiła mi w pamięci. Raz, z uwagi na to, jak matka natura zaplanowała moją fryzurę; dwa, zawsze doszukuję się czegoś śmiesznego w komediach, nieco na siłę, ale tak już mam.

W scenie tej jeden z bohaterów wypowiada kwestię: „jest życie i po trwałej ondulacji“. Felieton o minisprzedawcach nie jest wymierzonym w kogokolwiek protest songiem, dodaję od razu, uprzedzając tych, którzy postanowili obrazić się już za sam tytuł. Swego czasu dowiedziałem się od jednego ze znajomych wykładowców, że „przedawkował szkoleniowej grupie zestaw alle-przykładów“. Na tyle mnie to rozbawiło, ale i zaintrygowało, że wkrótce sam musiałem na szybko przeprowadzić wewnętrzne dochodzenie, czy aby też nie przedawkowuję takich przykładów. Do rzeczy, powiedziałby niejeden złośliwiec w tym miejscu.



Od przeszło 12 lat ecommerce w Polsce utożsamiany jest w zasadzie z jednym serwisem. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem pozycja samego allegro, ale i prężnie rozwijającej się grupy serwisów satelickich sprawia, że przez całe lata mogłem spokojnie przekonywać w czasie szkoleń uczestników do tego, aby opierali swój biznes właśnie o te – gotowe – rozwiązania. Przez lata też funkcjonował w serwisie program „super sprzedawca“ (pisowna oryginalna), do którego można było się dostać, obracając zaledwie kilkoma tysiącami złotych.

Projekt ten miał wiele zalet w początkach funkcjonowania serwisu, bowiem tak naprawdę budował zaufanie konsumentów do zakupów w sieci. W końcu jak tu nie kupić u „super sprzedawcy“? I tak mikrobiznesy opierające się na sprzedaży avonu czy drobnej elektroniki mogły w chwale super-znaczka zdobywać kolejne zastępy klientów, korzystając z dobrodziejstw alle-systemu (w tym odpowiedzi udzielanej szybciej niż przez regulaminowe 72h), a także uzyskując niekiedy tele-odpowiedź na tele-pytanie i to wszystko na numer telefonu, którego przecież nigdy nie było (sic!). Czasy się zmieniły, program odszedł do lamusa, a mikrobiznesy działają dalej. Tu i ówdzie pobrzmiewa legenda, że ktoś kiedyś został milionerem, sprzedając tylko przez allegro.

Czy zatem, nawiązując do frazy ze wspomnianej we wstępie komedii, jest li dzisiaj ebiznes poza najpopularniejszym serwisem handlowym w Polsce? Stawiam to pytanie, idąc po części w sukurs wszystkim, którzy wręcz namawiają do prowadzenia ebiznesu poza... I jeśli mam jakieś wątpliwości, to tylko te, czy taka gra w przypadku większości minibiznesów, które oglądam, warta jest świeczki. Mimo że nie umiem udzielić odpowiedzi na tak postawiony problem, wiem, że zbudowanie skutecznego ebiznesu bez wykorzystywania siły, jaką dają obecni na rynku od lat resellerzy, jest nie tyle trudne, ile przypomina po części walkę z wiatrakami.

Oczywiście z jednej strony wiele razy można usłyszeć frazesy o dotarciu do wielomilionowej grupy klientów, brzmiące niczym opowieści o sukcesie na spotkaniach tego czy innego mistrza MLM. Z drugiej - mam tę świadomość - wielu przyszłych sprzedawców, pojawiając się na tym czy innym szkoleniu (w tym moim), słyszy częstokroć o tym, jakie szanse daje korzystanie z „gotowców“. Nie jest to bowiem wcale, jak chcą złośliwi, kwestia lenistwa, lecz tego, że nie zawsze trzeba wyważać otwarte drzwi.

Przyjrzyjmy się jednak wszystkiemu od strony analitycznej. Chcemy uruchomić nasz mały ebiznes. Co wybrać: sklep czy allegro? To nie pytanie, to raczej próba starcia dwóch systemów handlowych. Sklep możemy mieć. Ekstremiści reklamujący swoje rozwiązania powiedzą, że za darmo lub za trzysta złotych. Ja powiem uczciwie, że za nie mniej niż kilka, a nawet kilkanaście tysięcy i to niekoniecznie najlepszy, a jest to dopiero początek wydatków. Allegro po prostu jest, a żeby na nim sprzedawać, trzeba „tylko“ mieć produkt, kalkulując w swoim biznes planie opłaty za jego wystawienie i prowizję za zakończoną sukcesem sprzedaż.

Czy to jest już ebiznes? Tak, oczywiście o tyle, o ile produktem nie jest każdorazowo zawartość zaginionej na jakimś lotnisku paczki z DHLa, z tych kartonów, które zawsze przypadkiem spadają... Ebiznes to przecież nie kwestia sklepu czy platformy handlowej, to także podejście do spraw zupełnie innych: obsługi klienta, profesjonalnej ekspozycji produktu, wreszcie budowania zaufania, co tylko pozornie łatwiejsze jest na allegro (i nie mam tutaj na myśli wyłącznie systemu komentarzy, który ma swoje – jakby powiedział klasyk polskiej polityki – „plusy dodatnie i plusy ujemne“).

Zdanie „mam sklep“ jeszcze nie sprzedaje i też jeszcze nie jest ebiznesem. To raczej żmudna i wręcz tytaniczna praca nad budowaniem świadomości marki, docieraniem do kolejnych klientów, a przede wszystkim nad tym, co dla każdego (w tym e-) handlu święte: konwersją. Wreszcie ogromny nakład środków, który trzeba ponieść, aby wyróżnić się na rynku i zaistnieć wśród wszechobecnej konkurencji. Tymczasem minisprzedawcy allegro niczego takiego robić nie muszą. Można by nawet złośliwie użyć w tym miejscu popularnego mema: „mam tysiąc punktów w systemie komentarzy, więc wiem, co to ebiznes (...)“.

Czy jednak przy obieraniu kursu choćby na ten najmniejszy biznes w sieci czeka nas tylko walka z wiatrakami lub płynięcie z prądem i robienie czegoś tak jak robią to wszyscy? Oczywiście, można by rzec, że tak to wygląda i pewnie długo jeszcze rynek będzie kształtował się w ten, a nie inny sposób. Jednak bez względu na to, czy zdecydujemy się na swoje rozwiązania (i życie w świecie poza allegro) czy też zechcemy skorzystać z tego, co już na rynku dostępne, pamiętać należy o jednym: podstawą działania każdego mniej lub bardziej wątłego biznesu jest upór i konsekwencja, czego wszystkim: i mini, i tym już trochę większym sprzedawcom życzę.
Trwa ładowanie komentarzy...